Filmoteka
Cztery noce z Anną
10 sierpnia 2008, Wasiński Sławomir
Wielce oczekiwanym wydarzeniem był seans otwarcia 8 edycji międzynarodowego festiwalu filmowego Era Nowe Horyzonty odbywającego się we Wrocławiu. Imprezę tę otwierał najnowszy film Jerzego Skolimowskiego. Ogromne apetyty podsycane były jeszcze przybyciem samego reżysera oraz aktorów grających w filmie. Czy po taki długiej przerwie od kina reżyser zachwycił swoimi Czterema nocami z Anną?
Każdy kto pamięta ostatni obraz Skolimowskiego mógł być pełen obaw udając się na otwarcie festiwalu. Siedemnaście lat temu reżyser pokusił się o zekranizowanie powieści Witolda Gombrowicza pt. Ferdydurke. Niestety film okazał się nieudany a reżyser odsunął się od kina na wiele lat. W połowie maja bieżącego roku, podczas konferencji prasowej w Cannes padły słowa: „17 lat temu zrobiłem film, z którego nie byłem zadowolony. Musiałem odsunąć się od kina, żeby znów odnaleźć w sobie artystę. Zajmowałem się malowaniem, bo w ten sposób mogłem tworzyć sztukę wyłącznie dla siebie. Nie przypuszczałem, że będę potrzebował tyle czasu na odbudowanie swoich relacji z filmem.”
Cztery noce z Anną to historia mężczyzny – Leona Okrasy (w tej roli rewelacyjny Artur Steranko) pracującego w spalarni odpadów medycznych. Pewnego dnia jest świadkiem gwałtu. Ofiarą jest Anna (Kinga Preis) – pielęgniarka, w której Leon jest zakochany do szaleństwa. Postanawia odurzać Annę środkami nasennymi, dzięki czemu może spędzać z nią noce. W tym czasie obserwuje ją, maluje jej paznokcie, porządkuje rzeczy a nawet przynosi prezenty. Sprawy komplikują się gdy zostaje przyłapany przez patrol policji.
Opowieść ta staje się jeszcze bardziej niezwykła biorąc pod uwagę fakt, że jest ona autentyczna. Miała miejsce w Azji a Skolimowski przeczytawszy o tym w jednej z gazet zapragnął przenieść ją na język filmu.
Kiedy śledziło się losy głównych bohaterów czuło się to oderwanie od rzeczywistości, miejscami niemal oniryczny klimat. Pięknie nakręcona, bardzo przemyślana historia miłości, która nigdy nie mogła się spełnić. Przez cały film dostrzega się odrealnienie, coś nieprawdopodobnego. Bohaterów nie łączy nic prócz samotności, która jest jedną z przyczyn gwałtownej eskalacji uczuć i zachowań Leona w stosunku do Anny. Końcowa scena nie pozostawia jednak złudzeń...
Publiczność po premierowym seansie była bardzo zadowolona. Pod adresem twórców padło wiele pochlebnych uwag. Wspaniała rola Artura Steranko oraz wcale nie gorzej partnerującej mu Kingi Preis, świetne zdjęcia Adama Sikory oraz piękna muzyka Michała Lorenca. Wszystkie te elementy składają się na udany powrót Jerzego Skolimowskiego na łono X muzy. Miejmy nadzieje, że zachęcony sukcesem nakręci kolejny, równie dobry bądź lepszy obraz. Tymczasem warto odwiedzić kino już pod koniec września.
Cztery noce z Anną to historia mężczyzny – Leona Okrasy (w tej roli rewelacyjny Artur Steranko) pracującego w spalarni odpadów medycznych. Pewnego dnia jest świadkiem gwałtu. Ofiarą jest Anna (Kinga Preis) – pielęgniarka, w której Leon jest zakochany do szaleństwa. Postanawia odurzać Annę środkami nasennymi, dzięki czemu może spędzać z nią noce. W tym czasie obserwuje ją, maluje jej paznokcie, porządkuje rzeczy a nawet przynosi prezenty. Sprawy komplikują się gdy zostaje przyłapany przez patrol policji.
Opowieść ta staje się jeszcze bardziej niezwykła biorąc pod uwagę fakt, że jest ona autentyczna. Miała miejsce w Azji a Skolimowski przeczytawszy o tym w jednej z gazet zapragnął przenieść ją na język filmu.
Kiedy śledziło się losy głównych bohaterów czuło się to oderwanie od rzeczywistości, miejscami niemal oniryczny klimat. Pięknie nakręcona, bardzo przemyślana historia miłości, która nigdy nie mogła się spełnić. Przez cały film dostrzega się odrealnienie, coś nieprawdopodobnego. Bohaterów nie łączy nic prócz samotności, która jest jedną z przyczyn gwałtownej eskalacji uczuć i zachowań Leona w stosunku do Anny. Końcowa scena nie pozostawia jednak złudzeń...
Publiczność po premierowym seansie była bardzo zadowolona. Pod adresem twórców padło wiele pochlebnych uwag. Wspaniała rola Artura Steranko oraz wcale nie gorzej partnerującej mu Kingi Preis, świetne zdjęcia Adama Sikory oraz piękna muzyka Michała Lorenca. Wszystkie te elementy składają się na udany powrót Jerzego Skolimowskiego na łono X muzy. Miejmy nadzieje, że zachęcony sukcesem nakręci kolejny, równie dobry bądź lepszy obraz. Tymczasem warto odwiedzić kino już pod koniec września.
Komentarze
Ghost Love Score
5 listopada 2008
12:42:19
5 listopada 2008
12:42:19
Udana recenzja. Nie za dużo, nie za mało i nie nudno.
A film, faktycznie został dobrze odebrany przez publiczność. Jest to jeden z najlepszych filmów polskojęzycznych jakie widziałem w tym roku.
Dodaj komentarz
Starsze artykuły
Rozrywka
Pora umierać
Oto już jesień i pora umierać...
Dorota Kędzierzawska po raz kolejny pokazuje nam swoją wyjątkowość. Na jej...
Imprezy
LIKIER GALLIANO
Galliano to włoski likier ziołowo-korzenny, którego recepture stworzył Arturo Vaccari, a swój produkt nazwał na cześć majora Giuseppe...


