Filmoteka
Mroczny rycerz
20 sierpnia 2008, Wasiński Sławomir
Lecę bo chcę, lecę bo Gotham jest złeKiedy w 2005 roku na ekrany kin wchodził najnowszy obraz Christophera Nolana, wśród kinomanów na całym świecie panowało wielkie poruszenie. Oto po dużej porażce ostatniej części cyklu lat dziewięćdziesiątych, Batman odradza się niczym Feniks z popiołów. Reżyser postanowił pokazać nowe oblicze Batmana, wyjaśnić skąd się wziął. Po tym jak Batman: Początek zdobył przychylność fanów i kilka nagród, kwestią czasu było pojawienie się kolejnej części. Mamy rok 2008, czas by pojawił się Mroczny rycerz.
W najnowszym dziele Nolana oś fabularna jest dosyć rozbudowana. Po wydarzeniach z części pierwszej Batman ma ugruntowaną pozycję w Gotham. Postanawia dalej oczyszczać miasto ze wszelkiej maści mętów, zwyrodnialców, kryminalistów i innego ustrojstwa. Do tego, planuje to robić na szeroką skalę. Pomagają mu w tym porucznik policji Jim Gordon oraz nowy prokurator okręgowy Harvey Dent. Wszystko idzie pomyślnie aż do momentu, kiedy to w mieście pojawia się psychopatyczny klaun siejący zamęt i strach - Joker.
Mroczny rycerz obrósł legendą już na długo przed swoją premierą. Oczekiwania fanów były ogromne. Apogeum nastąpiło w chwili, kiedy cały świat usłyszał tragiczną wiadomość. Heath Ledger nie żyje. Informacja ta wywołała olbrzymie poruszenie. Dyskutowano o tym jak Ledger poradzi sobie ze swoją ostatnią rolą czy stanie się Jokerem? Ta medialna burza nie ustępowała aż do premiery obrazu. Rola Jokera uczyniła go nieśmiertelnym, a film bije coraz to wyższe kasowe rekordy.
Mimo tego, że film trwa dwie i pół godziny, ogląda się go przyjemnie. Akcja prowadzona jest sprawnie, a dialogi zostały przemyślane, co na pewno może się podobać. Jednym z problemów jest to, iż reżyser chciał zmieścić za dużo wątków w jednym filmie. Nawet dwie i pół godziny nie pozwalają należycie rozwinąć i domknąć pewnych spraw, które jednak są przez Nolana zaakcentowane. Gra aktorska stoi również na wysokim poziomie. Dość ciekawym socjologicznym spostrzeżeniem jest to, że mówiąc o "grze aktorskiej" w kontekście tego obrazu, większość odbiorców ma na myśli "Heath Ledger". Rzeczywiście, rola Jokera zdominowała cały film. Trzeba uczciwie powiedzieć, że nawet gdyby żył, jego kreacja zostałaby oceniona wysoko. A niespodziewana śmierć tylko tę ocenę zawyża, niesłuszne zresztą. Zawodzi Christian Bale, który tym razem jako Batman nie pokazał wielkiego kunsztu, a jego chrypka co mniej cierpliwych może doprowadzić do szewskiej pasji. W części pierwszej miał widzowi zdecydowanie więcej do zaoferowania. Aaron Eckhart, jako Harvey Dent, okazała się stosunkowo charyzmatyczną postacią.
Trzeba pochwalić reżysera za stworzenie postaci wielowymiarowych. Nikt nie jest tutaj albo dobry, albo zły. Każdy z bohaterów ma swoją przeszłość i każdy z nich ma coś na sumieniu. Widz jest w stanie uwierzyć w ich wewnętrzne dylematy. Podczas seansu publiczność będzie miała okazję zobaczyć kilka naprawdę kapitalnych scen. Twórcy tego filmu dokonali czegoś, co nie udało się od Batmana Tima Burtona, za co należą im się wielkie brawa. Po raz pierwszy od 1989 można było poczuć potencjał jaki drzemie w tej mrocznej postaci, jaką jest Batman oraz jego uniwersum. Z pewnością jest to o wiele lepszy film od swojego poprzednika, dlatego tym bardziej szkoda tego, co dzieje się na końcu. Końcówka jest patetyczna, trochę przekombinowana i niemal wydumana. Można również żywić lekki żal do reżysera o to, że nie trzymał się do końca historii zawartej w komiksie, a Dent "otrzymał" swoją drugą twarz w zupełnie inny sposób.
Od samego początku nieuniknione były porównania Mrocznego rycerza z Batmanem Tima Burtona. A w szczególności roli Jokera, którą wykonywali Jack Nicholson i Heath Ledger. Film Nolana jest fascynujący, jednak nie przebija obrazu Burtona. Wizja tego drugiego kieruje widza w stronę wspomnianego już potencjału mitu jakim jest Batman. W wersji Nolana to się pojawia jednak nie aż w takim stopniu jakiego pragnęli by widzowie. Heath Legder jako Joker niemal odciął się od swojego pierwowzoru. Piszę niemal, ponieważ nadal zostaje w cieniu Jacka Nicholsona. Mimo tego, iż rola Ledgera była porywająca, a postać jaką stworzył charyzmatyczna, nieprzewidywalna oraz groteskowa, to nadal wydaje się, że Nicholson urodził się by zostać Jokerem i nawet to, że charakter jego postaci był bardziej jarmarczny od kreacji Ledgera nie przeszkadza, by uznać jego przewagę.
Teraz pozostaje nam czekać na trzecią część przygód wybawiciela Gotham. A czekać na pewno warto.
Mroczny rycerz obrósł legendą już na długo przed swoją premierą. Oczekiwania fanów były ogromne. Apogeum nastąpiło w chwili, kiedy cały świat usłyszał tragiczną wiadomość. Heath Ledger nie żyje. Informacja ta wywołała olbrzymie poruszenie. Dyskutowano o tym jak Ledger poradzi sobie ze swoją ostatnią rolą czy stanie się Jokerem? Ta medialna burza nie ustępowała aż do premiery obrazu. Rola Jokera uczyniła go nieśmiertelnym, a film bije coraz to wyższe kasowe rekordy.
Mimo tego, że film trwa dwie i pół godziny, ogląda się go przyjemnie. Akcja prowadzona jest sprawnie, a dialogi zostały przemyślane, co na pewno może się podobać. Jednym z problemów jest to, iż reżyser chciał zmieścić za dużo wątków w jednym filmie. Nawet dwie i pół godziny nie pozwalają należycie rozwinąć i domknąć pewnych spraw, które jednak są przez Nolana zaakcentowane. Gra aktorska stoi również na wysokim poziomie. Dość ciekawym socjologicznym spostrzeżeniem jest to, że mówiąc o "grze aktorskiej" w kontekście tego obrazu, większość odbiorców ma na myśli "Heath Ledger". Rzeczywiście, rola Jokera zdominowała cały film. Trzeba uczciwie powiedzieć, że nawet gdyby żył, jego kreacja zostałaby oceniona wysoko. A niespodziewana śmierć tylko tę ocenę zawyża, niesłuszne zresztą. Zawodzi Christian Bale, który tym razem jako Batman nie pokazał wielkiego kunsztu, a jego chrypka co mniej cierpliwych może doprowadzić do szewskiej pasji. W części pierwszej miał widzowi zdecydowanie więcej do zaoferowania. Aaron Eckhart, jako Harvey Dent, okazała się stosunkowo charyzmatyczną postacią.
Trzeba pochwalić reżysera za stworzenie postaci wielowymiarowych. Nikt nie jest tutaj albo dobry, albo zły. Każdy z bohaterów ma swoją przeszłość i każdy z nich ma coś na sumieniu. Widz jest w stanie uwierzyć w ich wewnętrzne dylematy. Podczas seansu publiczność będzie miała okazję zobaczyć kilka naprawdę kapitalnych scen. Twórcy tego filmu dokonali czegoś, co nie udało się od Batmana Tima Burtona, za co należą im się wielkie brawa. Po raz pierwszy od 1989 można było poczuć potencjał jaki drzemie w tej mrocznej postaci, jaką jest Batman oraz jego uniwersum. Z pewnością jest to o wiele lepszy film od swojego poprzednika, dlatego tym bardziej szkoda tego, co dzieje się na końcu. Końcówka jest patetyczna, trochę przekombinowana i niemal wydumana. Można również żywić lekki żal do reżysera o to, że nie trzymał się do końca historii zawartej w komiksie, a Dent "otrzymał" swoją drugą twarz w zupełnie inny sposób.
Od samego początku nieuniknione były porównania Mrocznego rycerza z Batmanem Tima Burtona. A w szczególności roli Jokera, którą wykonywali Jack Nicholson i Heath Ledger. Film Nolana jest fascynujący, jednak nie przebija obrazu Burtona. Wizja tego drugiego kieruje widza w stronę wspomnianego już potencjału mitu jakim jest Batman. W wersji Nolana to się pojawia jednak nie aż w takim stopniu jakiego pragnęli by widzowie. Heath Legder jako Joker niemal odciął się od swojego pierwowzoru. Piszę niemal, ponieważ nadal zostaje w cieniu Jacka Nicholsona. Mimo tego, iż rola Ledgera była porywająca, a postać jaką stworzył charyzmatyczna, nieprzewidywalna oraz groteskowa, to nadal wydaje się, że Nicholson urodził się by zostać Jokerem i nawet to, że charakter jego postaci był bardziej jarmarczny od kreacji Ledgera nie przeszkadza, by uznać jego przewagę.
Teraz pozostaje nam czekać na trzecią część przygód wybawiciela Gotham. A czekać na pewno warto.
Komentarze
Rec
18 stycznia 2010
17:54:10
18 stycznia 2010
17:54:10
no to czekamy na następne przygody Mrocznego Rycerza. Licze ze Christopher Nollan spisze sie i za drugim razem
Dodaj komentarz
Starsze artykuły
Rozrywka
Pora umierać
Oto już jesień i pora umierać...
Dorota Kędzierzawska po raz kolejny pokazuje nam swoją wyjątkowość. Na jej...
Imprezy
LIKIER GALLIANO
Galliano to włoski likier ziołowo-korzenny, którego recepture stworzył Arturo Vaccari, a swój produkt nazwał na cześć majora Giuseppe...


