Filmoteka
Hellboy: Złota Armia
9 września 2008, Wasiński Sławomir
Piekielna zabawaGuillermo del Toro – nazwisko to w Hollywood z dnia na dzień staje się coraz bardziej gorące. Po wielkim sukcesie Labiryntu fauna del Toro otrzymuje wiele propozycji i angażuje się w niezmiernie dużą ilość projektów. Propozycja nakręcenia Hobbita podkreśla tylko jego silną pozycje i najlepszą passę w życiu reżysera. Będzie on najbardziej zajętym twórcom przez dłuższy czas, ponieważ ma zapewnioną pracę do 2017 roku. Kiedy cztery lata temu pokazał światu swoją ekranizacje Hellboya film został przyjęty dobrze. Jego sukces finansowy potwierdzał, że kwestią czasu będzie ukazanie się kontynuacji. Teraz del Toro bogatszy (również w doświadczenia) przedstawia nam dalsze perypetie komiksowego bohatera w filmie pt. Hellboy: Złota Armia.
Po pierwszej części w której tu i ówdzie pomykali zdesperowani naziści, nasz czerwony bohater dalej próbuje bronić świat przed złem. Między akcjami kłóci się ze swoją wybranką serca, rozpaloną (dosłownie) Liz Sherman. Niestety Biuro ds. Badań Paranormalnych i Obrony zleca Hellboyowi i jego towarzyszom kolejne zadanie. W całą intrygę wmieszany jest pewnie książę pragnący nieskończonej władzy, którą zamierza osiągnąć z pomocą mitycznej i niezwyciężonej Złotej Armii, a na domiar złego do pomocy naszemu bohaterowi zostaje przydzielony tajemniczy kompan...
Idąc na ten film miałem dość mieszane uczucia. Mimo tego, że „jedynka” była całkiem przyzwoita wizja kontynuacji budziła jakiś bliżej nieokreślony niepokój. Na szczęście moje przypuszczenia okazały się błędne. Hellboy: Złota Armia jest bardzo udaną kontynuacją. Mówiąc więcej – jest lepsza od części pierwszej. Ron Perlman w tytułowej roli już po raz drugi stworzył ciekawą kreację. Doug Jones grający Sapiena (i nie tylko) również zasługuje na pochwałę. W pewnym stopniu może przeszkadzać Selma Blair, odtwórczyni roli Liz – dziewczyny Hellboya. Jej postać nie jest do końca wiarygodna i pomyśleć można, że Blair do tej roli nie pasuje. Na największą pochwałę zasługuje Luck Goss i jego książę Nuada. Postać tego buntownika i wojownika zarazem została bardzo dobrze przez Gossa odegrana. Kiedy tylko pojawia się na ekranie bije od niego charyzma.
Prócz aktorów widz może zachwycać się wykreowanym, ogromnym światem, w którym mamy do czynienia z całą masą różnych dziwnych, czasem strasznych a czasem zabawnych stworzeń. Feerie barw wylewają się z ekranu, co widać szczególnie w scenach na targowisku trolli. Obraz jest piękny wizualnie a kapitalne efekty specjalne tylko to podkreślają. Świetnie zostały wyważone elementy rozrywkowe i dramatyczne, dlatego widz będzie bawić się przednio podczas seansu.
Przez te cztery lata postać Hellboya stała się nieco dojrzalsza. Mimo nadludzkiej siły oraz czerwonego koloru możemy w nim zobaczyć kogoś podobnego do nas. Ot, lubi sobie golnąć, od cygar najlepiej kubańskich, również nie stroni. Czasem pośpiewa jakiś rzewny kawałek, ma też dylematy wewnętrzne. Niektóre z jego problemów to brak akceptacji czy zazdrość. Całkiem ludzki bohater z tego demona...
Świat który stworzył del Toro w swojej najnowszej produkcji pozwala wierzyć, że to co widzieliśmy jest niezłym zwiastunem zapowiadającym Hobbita. Przypuszczalnie reżyser będzie chciał nakręcić kolejną część przygód Hellboya, martwię się tylko o to czy w takim nawale pracy i z tak zapełnionym kalendarzem zdąży to uczynić przed 2020 rokiem.
Idąc na ten film miałem dość mieszane uczucia. Mimo tego, że „jedynka” była całkiem przyzwoita wizja kontynuacji budziła jakiś bliżej nieokreślony niepokój. Na szczęście moje przypuszczenia okazały się błędne. Hellboy: Złota Armia jest bardzo udaną kontynuacją. Mówiąc więcej – jest lepsza od części pierwszej. Ron Perlman w tytułowej roli już po raz drugi stworzył ciekawą kreację. Doug Jones grający Sapiena (i nie tylko) również zasługuje na pochwałę. W pewnym stopniu może przeszkadzać Selma Blair, odtwórczyni roli Liz – dziewczyny Hellboya. Jej postać nie jest do końca wiarygodna i pomyśleć można, że Blair do tej roli nie pasuje. Na największą pochwałę zasługuje Luck Goss i jego książę Nuada. Postać tego buntownika i wojownika zarazem została bardzo dobrze przez Gossa odegrana. Kiedy tylko pojawia się na ekranie bije od niego charyzma.
Prócz aktorów widz może zachwycać się wykreowanym, ogromnym światem, w którym mamy do czynienia z całą masą różnych dziwnych, czasem strasznych a czasem zabawnych stworzeń. Feerie barw wylewają się z ekranu, co widać szczególnie w scenach na targowisku trolli. Obraz jest piękny wizualnie a kapitalne efekty specjalne tylko to podkreślają. Świetnie zostały wyważone elementy rozrywkowe i dramatyczne, dlatego widz będzie bawić się przednio podczas seansu.
Przez te cztery lata postać Hellboya stała się nieco dojrzalsza. Mimo nadludzkiej siły oraz czerwonego koloru możemy w nim zobaczyć kogoś podobnego do nas. Ot, lubi sobie golnąć, od cygar najlepiej kubańskich, również nie stroni. Czasem pośpiewa jakiś rzewny kawałek, ma też dylematy wewnętrzne. Niektóre z jego problemów to brak akceptacji czy zazdrość. Całkiem ludzki bohater z tego demona...
Świat który stworzył del Toro w swojej najnowszej produkcji pozwala wierzyć, że to co widzieliśmy jest niezłym zwiastunem zapowiadającym Hobbita. Przypuszczalnie reżyser będzie chciał nakręcić kolejną część przygód Hellboya, martwię się tylko o to czy w takim nawale pracy i z tak zapełnionym kalendarzem zdąży to uczynić przed 2020 rokiem.
Komentarze
Starsze artykuły
Rozrywka
Pora umierać
Oto już jesień i pora umierać...
Dorota Kędzierzawska po raz kolejny pokazuje nam swoją wyjątkowość. Na jej...
Imprezy
LIKIER GALLIANO
Galliano to włoski likier ziołowo-korzenny, którego recepture stworzył Arturo Vaccari, a swój produkt nazwał na cześć majora Giuseppe...


