Filmoteka
Frontière(s)
11 lipca 2008, Wasiński Sławomir
Granica człowieczeństwaW historii kina można się doszukać bardzo wielu obrazów kontrowersyjnych. Kontrowersyjnych z różnych powodów - za sprawą poruszanych tematów, poprzez ukazanie (bez)sensownego okrucieństwa i przemocy czy też piętnujących wartości religijne różnych wyznań i narodów. Za przykład mogą posłużyć filmy Piera Paolo Pasoliniego. Jego Teoremat został uznany za obrazoburczy i zakazany przez Watykan. Widzowie, którzy mieli okazję zobaczyć Salo, czyli 120 dni Sodomy okrzyknęli go perwersyjnym i kierowanym do zwierząt, a nie ludzi. Współczesnym, bezkompromisowym twórcą jest również Gaspar Noé. Jego obrazy - Sam przeciw wszystkim oraz Nieodwracalne - wywołały liczne dyskusje oraz po dziś dzień elektryzują widza. Warto by wspomnieć jeszcze o świetnej Wielkiej ekstazie Roberta Carmichaela, debiucie Thomasa Claya, w którym reżyser zastanawia się skąd bierze się zło i dlaczego ludzie zostają nim nagle owładnięci. Teraz przyszedł czas na Xaviera Gensa i jego Frontière(s).
Gdy we Francji skrajna prawica wygrywa wybory prezydenckie, na ulicach rozpętuje się piekło. Panuje zupełny chaos. Konflikty mundurowych z cywilami trwają bez przerwy. Podczas rozruchów poznajemy właśnie uciekających bohaterów. Okazuje się, że skradli dużą sumę pieniędzy, która ma im umożliwić wyjazd do Holandii. Grupa postanawia się rozdzielić i spotkać w jakimś ustronnym miejscu blisko granicy państwa. Wybór pada na motel, w którym nie ma żadnych gości. Okazuje się, że ludzie żyjący na tym odludziu wcale nie mają dobrych intencji wobec nowo przybyłych gości.
Sam wstęp nie zapowiada tego co tak dumnie głosi hasło reklamowe: "To nie jest film dla normalnych ludzi". A jednak... Wydarzenia mające miejsce po przyjeździe do wspomnianego motelu są makabryczne. Reżyser chciał poruszyć ważny temat, najwyraźniej zapominając o nim już na początku filmu. Tak naprawdę ukazanie systemu totalitarnego we Francji okazało się tylko marnym pretekstem do głupiej i bezsensownej rzeźni. Neonaziści-kanibale mogliby być równie dobrze demokratami z tego tylko względu, że nacisk jaki położono na wątek sfer rządzących i ideologii nazistowskiej jest znikomy. Widz słyszy tylko o czystości krwi i konieczności zachowania rasy. Co nie zmienia faktu, że epatowanie przemocą i skrajną brutalnością niczemu tutaj nie służy.
Jeśli Gens chciał się wykazać, kręcąc tak brutalny film, mógł jeszcze nadać jakiś powód tejże brutalności. W filmie każde okrucieństwo jest wiarygodne jeśli da się oprzeć na czymś sensownym. W filmach Noé czy Claya zło i brutalność są wykorzystane świadomie, by coś przekazać, coś unaocznić i spróbować coś wytłumaczyć. Gens z kolei serwuje nam neonazistów i kanibali w jednym, spuszczanie krwi, podcinanie wiązadeł, czołganie się w gnoju, rozwalanie sobie łbów siekierami i pistoletami... A wszystko tylko po to by widz mógł to zobaczyć.
Jeśli wyraźnie przyjrzeć się bohaterom, zdarzeniom czy miejscom w jakich dzieje się akcja, można uznać, że Frontière(s) jest zgrabnie poskładany z różnych tego typu filmów. Pojedyncze postacie, motywy i miejsca do złudzenia przypominają niektóre horrory z ostatnich pięciu lat.
Po obejrzeniu tego filmu może zadowolić tylko jedna rzecz. Mianowicie taka, że francuscy twórcy są bezkompromisowi i nie boją się pokazywać własnych wizji. Nie boją się również, że film dostanie kategorię R. Jeśli będą powstawać tam dzieła tak w swej wymowie okrutne jak i przemyślane, na pewno warto czekać.
Tymczasem proponuję zapomnieć o Frontière(s) i udać się do kina na coś ambitniejszego.
Sam wstęp nie zapowiada tego co tak dumnie głosi hasło reklamowe: "To nie jest film dla normalnych ludzi". A jednak... Wydarzenia mające miejsce po przyjeździe do wspomnianego motelu są makabryczne. Reżyser chciał poruszyć ważny temat, najwyraźniej zapominając o nim już na początku filmu. Tak naprawdę ukazanie systemu totalitarnego we Francji okazało się tylko marnym pretekstem do głupiej i bezsensownej rzeźni. Neonaziści-kanibale mogliby być równie dobrze demokratami z tego tylko względu, że nacisk jaki położono na wątek sfer rządzących i ideologii nazistowskiej jest znikomy. Widz słyszy tylko o czystości krwi i konieczności zachowania rasy. Co nie zmienia faktu, że epatowanie przemocą i skrajną brutalnością niczemu tutaj nie służy.
Jeśli Gens chciał się wykazać, kręcąc tak brutalny film, mógł jeszcze nadać jakiś powód tejże brutalności. W filmie każde okrucieństwo jest wiarygodne jeśli da się oprzeć na czymś sensownym. W filmach Noé czy Claya zło i brutalność są wykorzystane świadomie, by coś przekazać, coś unaocznić i spróbować coś wytłumaczyć. Gens z kolei serwuje nam neonazistów i kanibali w jednym, spuszczanie krwi, podcinanie wiązadeł, czołganie się w gnoju, rozwalanie sobie łbów siekierami i pistoletami... A wszystko tylko po to by widz mógł to zobaczyć.
Jeśli wyraźnie przyjrzeć się bohaterom, zdarzeniom czy miejscom w jakich dzieje się akcja, można uznać, że Frontière(s) jest zgrabnie poskładany z różnych tego typu filmów. Pojedyncze postacie, motywy i miejsca do złudzenia przypominają niektóre horrory z ostatnich pięciu lat.
Po obejrzeniu tego filmu może zadowolić tylko jedna rzecz. Mianowicie taka, że francuscy twórcy są bezkompromisowi i nie boją się pokazywać własnych wizji. Nie boją się również, że film dostanie kategorię R. Jeśli będą powstawać tam dzieła tak w swej wymowie okrutne jak i przemyślane, na pewno warto czekać.
Tymczasem proponuję zapomnieć o Frontière(s) i udać się do kina na coś ambitniejszego.
Komentarze
Rozrywka
Pora umierać
Oto już jesień i pora umierać...
Dorota Kędzierzawska po raz kolejny pokazuje nam swoją wyjątkowość. Na jej...
Imprezy
LIKIER GALLIANO
Galliano to włoski likier ziołowo-korzenny, którego recepture stworzył Arturo Vaccari, a swój produkt nazwał na cześć majora Giuseppe...


